• Wpisów: 11
  • Średnio co: 183 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 21:58
  • Licznik odwiedzin: 4 408 / 2205 dni
 
iwantonedirection
 
22:08
Julie

- Chyba już pójdę – powiedziałam, gdy tylko podjechaliśmy pod mój dom samochodem Bryana. Chłopak spojrzał mi w oczy, ale szybko odwróciłam wzrok w stronę szyby i nacisnęłam delikatnie klamkę.
- To do jutra –powiedział, po czym wysiadłam i ruszyłam w stronę domu. Usłyszałam za sobą odgłos zapalanego silnika, ale po chwili, gdy się odwróciłam już nikogo nie było.
Kiedy weszłam do salonu tata pisał coś na swoim laptopie a mama czytała książkę.
- Cześć – przywitałam się z nimi, po czym ruszyłam w stronę schodów.
- Witaj skarbie, myślałam, że przedstawisz nam swojego przyjaciela – powiedziała mama. O nie, tylko nie to! Spojrzałam na zegarek wskazywał 22.13.
- Mamo nie sądzisz, że jest trochę za późno na poznawanie moich przyjaciół? -Zapytałam – wiesz gdzie jest, Zayn? Muszę z nim pogadać.
- Zayn jest u siebie w pokoju. – Rzekła, po czym szybko ruszyłam w stronę schodów, bo wiedziałam, że jeżeli szybko stąd nie ucieknę zaraz zacznie mnie mama wypytywać o Bryana.- Obym zapomniała – stanęłam jak wryta, oby tylko nie to! – Jutro z twoim ojcem mamy samolot, o 14, więc pewnie nie będziemy się jutro widzieć, bo rano mamy klika spraw do załatwienia, zostawię wam w kuchni na blacie naszą kartę kredytową, zgoda?
- Jasne mamo. – Powiedziałam i odetchnęłam z ulgą, po czym zaczęłam się wspinać do schodach.
Kiedy weszłam do pokoju Zayna grał na konsoli.
- Puka się! –Oznajmił nie odrywając oczu od ekranu.
- Ty wszyłeś do mojego pokoju dzisiaj bez pozwolenia, na jedno wychodzi- oznajmiałam- Zgadzam się. – Dodałam. Na moje słowa odłożył konsole i popatrzył na mnie zaszokowany.
- Na serio? – Upewnił się.
- Tak, ale… -nie pozwolił mi dokończyć bo podbiegł do mnie uradowany i chciał mnie przytulić, kiedy doszedł do mnie ohydny zapach. Jedną rękę zatkałam nos a drugą odsunęłam Zayna. Spojrzał na mnie pytająco.
- Zayn śmierdzisz – oznajmiłam – po za tym nie zgadzam się za darmo, wisisz mi przysługę.
- No tak, nic za darmo.- Przewrócił oczami- Wiec, jaka to przysługa? A co do mojego zapachu biegałem.
- Jeszcze nie wiem, ale cos wymyśle po za tym, ty za wszystko odpowiadasz. Dosłownie.- Oświadczyłam – Idź się umyj.
- Okay. I jak było u Bryana? –Zapytał posyłając mi znaczący uśmieszek. Przewróciłam oczami.
- Normalnie. I jeszcze jedno masz nie zapraszać Sage, jasne? – Rzekłam.
-A, kim ona jest? –Zapytał, ale kiedy chciałam mu odpowiedzieć nie dał mi dojść do słowa- Zaraz to nie ta dziewczyna, której złamałaś nos?
- Tak, nie celowo, ale w sumie jej się należało – oświadczyłam.
- Biedna dziewczyna – powiedział udając współczujący ton, – ale ty tu rządzisz.


4 Listopada  
02: 58
Bryan

Leże w łóżku i nie mogę zasnąć. Moje myśli ciągle zaprząta Julie. Jest taka śliczna. Mało brakowało abym ją pocałował. Ależ jestem głupi! Do takiej sytuacji nie powinno dojść! Później przez to atmosfera była taka… niezręczna. Gdyby doszło do pocałunku na pewno bym nie żałował, bo do Julie czuję coś, czego nie czułem jeszcze do żadnej dziewczyny. Nie potrafię tego nawet opisać, to tak jakby w gorące lato padał śnieg. Jest dziwnie, ale szczęśliwie. Żałuje tylko, że próbowałem. Ona widzi chyba tylko we mnie tylko kumpla, który pomaga jej w fizyce, nic więcej.



7: 45
Julie

Wyjechaliśmy z Zaynem dziś do szkoły białym Range roverem. Kiedy wstałam rodziców już nie było w domu. Zayn postanowił rozpocząć imprezę o 19. Dziś Trenerka Rose ma powiedzieć, kogo wybrała do drużyny. Tak bym chciała to być ja.
- Zatrzymaj się! – Zawołałam do Zayna, na co mocno zahamował. Spojrzał na mnie pytająco. Otworzyłam okno.
- Cześć Michelle – zawołałam do dziewczyny, która podążała szybkim krokiem w stronę szkoły. Rozejrzała się dookoła, a kiedy w końcu mnie ujrzała uśmiechnęła się do mnie i pomachała.
-Cześć – odpowiedziała, a po jej słowach rozległ się za nami dźwięk klaksonu, Zayn spojrzał na mnie zdenerwowany.
- Nie możemy tak tu stać – syknął w moją stronę. Przewróciłam oczami.
- Wskakuj, szybko – zawołałam do Michelle. Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać nim się obejrzałam już siedziała na siedzeniu z tyłu.
- Dziękuje – powiedziała, gdy ruszyliśmy w stronę szkoły.
- Nie ma, za co – odpowiedziałam. Nie wiem, czemu ale lubiłam Michelle. W sumie jej prawie nie znałam, ale była jedyną dziewczyną poza Caroline, z którą w tej szkole gadałam.- Też nie masz prawka?
- Nie i nie chce robić. Uważam, że przemieszczanie się autem jest bardzo szkodliwe dla środowiska. Nie potrzebnie zanieczyścimy powietrze. Lepiej jedź rowerem ewentualnie można postawić na transport publiczny. W autobusie zmieści się więcej osób niż w samochodzie a spalin będzie praktycznie tyle samo. Ale dziś niestety mi uciekł, i gdyby nie wy bez wątpienia bym się spóźniła. – Oświadczyła. Moje oczy i Zayna pewnie przypominały spodki. Nigdy szczególnie się nie interesowaliśmy środowiskiem. I dziwnie to było słyszeć z ust Michelle, która z pozoru była słodką i pustą laleczką. Chyba nigdy bym nie pomyślała, że obchodzi ją coś takiego jak środowisko.
- Przepraszam pewnie zanudziłam was na śmierć – powiedziała, po czym się cicho zaśmiała.
- Nie, nie to bardzo ciekawe. – Skłamałam.
- Może chcesz wpaść do nas na imprezę – zaproponował, Zayn.
- Cała szkoła jest zaproszona, prawda? Miałam wpaść, ale dziękuje, że zapraszasz mnie osobiście – oświadczyła, po czym się uśmiechnęła.
- Całą szkołę, poza Sage – sprostował mój brat. Spojrzałam na niego wściekła.
- Spoko, też za nią nie przepadam. – Rzekła obojętnym tonem.
- Wiesz nos złamałam jej niechcący, przepraszam i przepraszam, a ona…
- Zatrzymaj się! – Przerwała mi. Zayn zahamował tak, że gdyby nie pasy to bym wyleciała przez szybę.  
-Co? –Zapytał oszołomiony.
- Kicia ugrzęzła na drzewie musimy jej pomóc. – Oznajmiła wskazując na drzewo w parku, na którym siedział rudy kot.
- Daj spokój da sobie rade, nie spóźnimy się do szkoły przez jakiegoś durnego zawszonego futrzaka – rzekł Zayn, kiedy ruszył. Spojrzałam na Michelle w jej oczach zaczęły się zbierać łzy a usta drgać. Zrobiło mi się jej trochę żal, musiało jej bardzo zależeć.
- Ochh… już dobrze niech ci będzie, ale nie płacz – w końcu zgodził się Zayn, parkując na parkingu nieopodal parku. Widocznie musiał zobaczyć jej minę w lusterku.
Uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- Dziękuję. –Powiedziała cicho uradowana.



7: 58  
Michelle

- Trzeba będzie wejść na drzewo- stwierdziła Julie, kiedy podeszliśmy do drzewa, na którym siedziała malutka kicia. Zamruczała cicho. Spojrzałam błagająco na Zayna.
- O nie! Nie ma mowy! Nie będę się bawił w tarzana. – Zaprotestował od razu. Spojrzałam na Julie. Ta pokręciła głową.
- Nie ma mowy za bardzo kocham swoje buty. – Oświadczyła, po czym się jej przyglądnęłam uważnie. Rzeczywiście wyglądała inaczej niż przez ostatnie dwa dni. Na nogach zamiast trampek miała prześliczne brązowe botki na obcasie. Sukienkę do połowy uda w kwiatki, kurteczkę jeansową i listonoszkę w kolorze butów. Wyglądała oszołamiająco.
- Z chęcią bym weszła, ale wczoraj pomalowałam paznokcie! – Rzekłam a w oczach zaczęły mi się zbierać łzy. Nikt kie chce pomóc kici! Julie jeszcze rozumiem z takimi butami nie skacze się po drzewach. Ale Zayn? Spojrzałam na niego błagająco.
- Och… zgoda, ale wisisz mi przysługę – oznajmił. Uśmiechnęłam się do niego Zaczął się wspinać po pięciu minutach dotarł do kici. Chyba. Widok przysłaniały mi liście.
- Tylko jej nie upuść, Zayn – ostrzegłam. Chwilę po moich słowach rozległ się okropny syk. Oszołomiona spojrzałam w górę. Ale nic nie ujrzałam. Syk rozległ się znowu tyle, że przede mną. Ujrzałam kicie cała nastroszoną. Uciekała jak oparzona.
Kiedy Zayn zszedł z drzewa spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Co zrobiłeś kici? –Zapytałam.
- Nic. Kiedy mnie zobaczyła zeskoczyła z drzewa i mnie podrapała – pokazał zadrwioną dłoń, na co się zmarszczyłam- obiecuje, że jak dorwę tego sierściucha to przerobie go na kotlety.
- Jadacie koty? – Spojrzałam na niego zaszokowana, a oczy wychodziły mi z orbit.
- Pewnie, że nie. Zayn ma dziwne poczucie humoru. A teraz chodźmy, bo już i tak jesteśmy spóźnieni. – Oświadczyła Julie. Po czym ruszyliśmy w stronę samochodu.


8:14
Julie

Wpadłam do klasy 116, w której właśnie odbywała się historia jakieś 15 minut spóźniona.
Pan Martinez spojrzał na mnie.
- Przepraszam. – Wybąkałam zdyszana, przeciskając się na swoje miejsce obok Bryana.
- Ostrzegam cię jeszcze jedno spóźnienie, moja damo i zostaniesz po lekcjach. Możesz podać przyczynę twojego spóźnienia? – Rzekł. Wszystkie oczy w klasie mnie obserwowały. No cóż chyba nie miałam wyboru.
- Ratowaliśmy kicie w parku – odparowałam bez zastanowienia. Nauczyciel patrzył na mnie pytająco, chciałam mu już odpowiedzieć, że to długa historia i nie warto jej opowiadać, ale zamiast tego rozległ się dźwięk radioli.
- Przepraszam, że przeszkadzam w lekcjach, ale mam parę spraw do ogłoszenia – oznajmił kobiecy głos – Wczoraj odbył się konkurs na cheerleaderkę, trenerka Rose prosiła abym oznajmiła, że wygrała Julie Malik. Gratulujemy. – Aż pisnęłam ze szczęścia w klasie rozległo się klika gwizdów, ale Martinez szybko uciszył klasę karcącym spojrzeniem, Bryan mnie przytulił a Sage, która siedziała na drugiej stronie klasy posłała wściekłe spojrzenie. Mało się nie ze sikałam ze szczęścia! Udało się! – Kolejna sprawa, jak co roku jest organizowana wymiana uczniowska z zaprzyjaźnioną szkołą z Barcelony. Wymiana obędzie się od pierwszego do dwudziestego drugiego stycznia. Zostanie wybranych dziesięcioro uczniów. Wszystkich chętnych proszę o zapisanie się na listę wywieszoną na tablicy ogłoszeń przy sekretariacie. Zapisy trwają dwa tygodnie. Wymagana jest podstawowa znajomość języka hiszpańskiego. Dziękuje za uwagę to wszystko. – Oznajmiła, po czym zamilkła. Byłam tak szczęśliwa.


8:48
Bryan

- Co zamierzasz teraz robić? – Zapytałem Julie, kiedy wyszliśmy z klasy. Wręcz promieniała szczęściem. Ale zaraz wyglądała nieco inaczej niż wczoraj i jakby… wyżej. Z prześlicznej luzerki zamieniła się w przepiękną księżniczkę jak z bajki. Aż zaniemówiłem.
- Masz otwartą buzię – przywróciła mnie na ziemię. Cały czas się na nią gapiłem. Zamknąłem buzię i odwróciłem wzrok. Zaśmiała się. – A teraz się rumienisz. To takie słodkie.
- Facet nie może być słodki, kiedy się rumieni- wybąkałem.
- Ale ty jesteś. – Oznajmiła, po czym posłała mi prześliczny uśmiech i się zatrzymała. Dopiero teraz sobie uświadomiłem, że znalazłem się w zupełnie innej części szkoły. Rozejrzałam się dookoła. Staliśmy przy sekretariacie.
-, Co my tu robimy? –Zapytałem.
- Zapisujemy się na listę na wymianę- oznajmiła wskazując na bandę kujonów gromadzących się przy tablicy ogłoszeń.
- To dobre dla kujonów – wybełkotałem.
- W takim razie ja jestem kujonem, bo mam się zamiar zapisać – oświadczyła uśmiechając się. Zaczęła się przeciskać przez gromadę kujonów. Na chwile zniknęła w tłumie.
- No i już- powiedziała, kiedy znów stanęła obok mnie po chwili. – Teraz ty.
- Ja się raczej nie nadaję – oświadczyłem. Spojrzała na mnie z politowaniem.
- Znasz przecież podstawowy hiszpański. Nawet nie zaprzeczaj, bo widziałam u ciebie w pokoju kilka książek do hiszpańskiego.
- Znam, ale…- zacząłem, ale mi przerwała.
- Żadnego, ale! Proszę zrób to dla mnie. – Poprosiła słodkim tonem. Spojrzała mi w oczy. Miałem chęć ją pocałować. Nie- powiedziałem sobie w duchu -ona chce abyśmy byli tylko przyjaciółmi. Ale patrząc w jej oczy nie mogłem odmówić. Bez słowa zacząłem się przeciskać przez tłum, kiedy w końcu doszedłem jakiś kujon, który właśnie napisał swoje nazwisko na liście podał mi długopis. Szybko nabazgrałem swoje imię i nazwisko, po czym wróciłem do Julie. Stał obok niej Liam. Jęknąłem w duchu. Widziałem jak wczoraj na nią patrzał, kiedy przyszła do nas do domu. Tak nie patrzy się tylko na koleżankę. On ma Sage, ale wyraźnie mu się znudziła. O nie! Julie jest moja!
-Czego chcesz? –Zapytałem go chłodno.
- Przechodziłem i postanowiłem zapisać się na listę, a bo co chyba mogę – oświadczył.
- Możesz, możesz. – Burknąłem w jego stronę.
- No, więc idę na razie Julie. Do zobaczenia wieczorem. – Powiedział uśmiechając się do niej. Odwzajemniła uśmiech.
- Na razie- powiedziała.
-O co chodzi z tym wieczorem? – Zapytałem podłamany, kiedy podążaliśmy korytarzem. Musiała się z nim umówić. A niech go!
-Och… Bryan, Bryan. Robimy imprezę! Nie pamiętasz? – Przypomniała mi uśmiechając się.
- No tak rzeczywiście. Mam się czuć zaproszony? – Zapytałem ze śmiechem.
-Tak będziesz naszym oficjalnym gościem- oświadczyła również zaczynając się śmiać.

____________________
Na początku chciałam podziękować wszystkim którzy mnie czytają i komentują. Kiedy czytam wsze komentarze pod moimi wpisami na mojej twarzy pojawia się uśmiech. To dla mnie naprawe bardzo dużo znaczy.
Kocham was.
Staram sie pisać jak najczęście ale jak każdy mam gorsze dni i wtedy się zstanawiam czy to wszystko ma sens. Dzięki wam wiem że ma.

Kolejny rozdział myśle ,ze to będzie impreza. Nie wiem kiedy dodam bo wiecie, szkoła :/ Postaram sie jak najprędzej
I mam pytanie. Jakich bohaterów chcecie więcej? W koljneym pojawią się pozastali chłopcy.

xoxo

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego