• Wpisów: 11
  • Średnio co: 188 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 21:58
  • Licznik odwiedzin: 4 491 / 2262 dni
 
iwantonedirection
 
Julie

-Wyjeżdżamy za dwa tygodnie. Próbowałam przekonać ojca ale to na nic.- Żaliła się Caroline kiedy podążaliśmy w stronę szkolnego, boiska aby usiąść na widowni, popatrzeć na chłopaków, pogadać i tak dalej. Miała ze mną być tam przez bo godzinę bo potem miała szkołę muzyczną. Musiałam zaczekać za Zayna, ponieważ nie mam prawka i byłam od niego zupełnie zależna. Obiecałam sobie, że gdy tylko przyjdę do domu poszukam w necie jakiejś szkoły jazdy, bo inaczej chyba oszaleję.
- Będzie mi ciebie bardzo brakowało- oznajmiłam całkiem serio. Caroline była jedną z dziewczyn razem z Michelle z którą się za kumplowałam. Kiedy dochodziłyśmy w oddali na środku dostrzegłyśmy dwie bijące się postacie. Spojrzałyśmy na siebie zarówno zdziwione jak i zaciekawione. Przyśpieszyłyśmy kroku.
- Ej, czy to nie przypadkiem Liam i Bryan? - odezwała się po chwili. Wyostrzyłam wzrok. Rzeczywiście to byli oni. Co oni do cholery robili? Zaczęłam już biec w ich stronę. Kiedy znalazłam się przed nimi otaczało ich już "stado" chłopaków oddzielając ich.
- Zabije cię, kurwa! - Krzyczał do Liama Bryan próbując się wyrwać dwóm chłopakom z drużyny. Dopiero teraz zauważyłam że gdzieś z okolic brwi leciała mu krew. Spojrzałam na Liama temu leciała krew z nosa i chyba ust.Zrobiło mi się trochę słabo, zawsze niezbyt dobrze znosiłam widok krwi. Julie weź się w garść- powiedziałam sobie, po czym tak zrobiłam co wcale ni było łatwe. Boże, co oni ze sobą zrobili? Próbowałam dojść do głosu i dowiedzieć się co się stało ale to chyba nie było możliwe.
- Już jesteś trupem, jebany skurwysynie- wydarł się Liam próbując się wyrwać z objęć mojego brata i jeszcze innego chłopaka. Dopiero teraz spostrzegłam że usta mam otwarte o czy wychodzą mi z orbit. Na boisko wbiegł trener drużyny.
- To się z wami dzieje?! Nie będę tolerował takie zachowania! To nie jest przedszkole. Nie chce was widzieć na treningach dopóki nie załatwicie tego miedzy sobą! Jeszcze jeden taki wybryk a zostaniecie wywaleni! Rozumiecie!- Wydarł się na ich. W środku się w nim nieźle gotowało. Żyłka aż mu skakała. - A teraz wziąć mi ich z oczu i marsz do higienistki.
Chłopaki spojrzeli po sobie.
- Dzisiaj w szkole nie ma higienistki- odezwał się cicho jeden z chłopaków. Trener spojrzał po nas wszystkich jakby miał ochotę nas pozabijać. Szczerze nie dziwię mu się. Ja nawet nie wiedziałam o co chodzi. Jedyna informacja jaka do mnie docierała to, to że Liam i Bryan się pobili. Ale dlaczego ?!
- No to idźcie do szpitala! Jest przez drogę. Zresztą higienistka też by ich tam odesłała- warknął trener. Chłopaki tylko pokiwali głową. -Dzisiaj trening będzie odwołany. - dodał. Chłopaki zaczęli razem z trenerem się powoli rozchodzić. Po chwili na środku boiska znaliśmy się tylko ja, Caroline, Zayn i inny chłopak trzymający Liama, I dwóch innych chłopców trzymających Bryana.
- Puścimy was bo nie będę tak z wami szedł- oznajmił Zayn- ale jeśli znów zaczniecie się napierdalać to przysięgam, że...
- Mogę wiedzieć o co do cholery tutaj poszło? - Przerwałam Zaynowi. Wszyscy chyba czekali na ten moment aby się dowiedzieć o co im poszło.
- O nic warknął- Liam. Zrobiłam poker face, po czym spojrzałam wyczekująco na Bryana.
- Tak, o nic- stwierdził dając szczególny nacisk na słowo "nic" mierząc przy tym swojego brata.
- Dobra idziemy, chcę dzisiaj być jeszcze w domu, więc puścimy was- oświadczył mój brat po czym ich puścili ze swoich "objęć". Przez chwilę mierzyli się wzrokiem po czym obydwaj ruszyli  w stronę szpitala. Zostawiając nas w tyle.


Zayn

Czas się wlekł niemiłosiernie powoli, gorzej niż na matmie. A ja nienawidzę matematyki! Siedzieliśmy w milczeniu na poczekalnia. Cisza była dobijająca. Tylko Julie jak głupia próbowała się dowiedzieć o co poszło. Na próżno. Ich odpowiedzi były takie same "o nic", "nieważne". W końcu odpuściła, widziałam, że się martwi. Bardzo. Nie lubiłem kiedy się martwiła. Podobno moja siostrzyczka zaczęła chodzić z Bryanem, ale co to za związek skoro ma przed nią tajemnice. Dowiem się o co poszło! W końcu drzwi gabinetu się otwarły wyszła dziewczyna o kulach a raczej anioł. Patrzałam na nią, była taka piękna.
- Zayn, uważaj bo ci mucha wleci!- zwróciła się do mnie Julie z przekąsem. Uświadomiła mi, że mam otwartą buzie. Zamknąłem ją chłopaki weszli do gabinetu. A prześliczna dziewczyna usiadła naprzeciwko mnie. Miała prawą nogę w gipsie.
Hmmm… jakby tu do niej zagadać? Zwykle nie miałem problemu aby wymyślić jedno głupie zdanie od którego potoczyła by się rozmowa, ale teraz mój mózg się wyłączył i jedyne co akceptował to był jej obraz.
- Zayn, która godzina? – z otępienia ocucił mnie głos Julie. Nie przytomnie pomacałem kieszenie swoich spodni, na daremno ponieważ nic w nich nie znalazłem. Telefon najwyraźniej zostawiłem w szkolnej szafce.
- Nie zabrałem telefonu z szafki- oznajmiłem siostrze, a ta tylko przewróciła oczami. A co ja do cholery mogę?! Nie jestem Bogiem!
- Przepraszam, wiesz może która godzina?- zapytała dziewczyny siedzącej na przeciwko mnie, pięknej dziewczyny. Ta spojrzała na wyświetlać swojego smartfona Apple i z serdecznym uśmiechem powiedziała:
- 11:43.
- Dziękuje, tak w ogóle jestem Julie a to mój brat Zayn.- kiedy przedstawiła mnie jej moje oczy wychodziły z orbit ale po chwili się zreflektowałem i posłałem jej mój najlepszy uśmiech.
- Miło mi, jestem Susannah.- powiedziała uśmiechając się.


Julie

Susannah to naprawdę fajna dziewczyna, szkoda tylko, że chodzi do innej szkoły co prawda też w Londynie, ale do szkoły prywatnej. Mama na początku chciała nas zapisać też do tamtej szkoły ale po narzekaniach Zayna zgodziła się zapisać nas do szkoły publicznej. Wracałem właśnie z moim bratem do domu. Szczerze miałam już dosyć tego piekielnego dnia. Jedyne czego teraz chciałam to żeby się wreszcie skończył. Musiałam napisać referat z francuskiego na na 15 stron. Nie wiem dlaczego za niego nie wzięłam się od razu. Zawsze byłam wzorową uczennicą zresztą  często na mnie przez to mówiono "kujonka". Ale wcale nią nie byłam jedyne co w domu robiłam to odrabiałem systematycznie zadania i od czasu do czasu się uczyłam. Wątpię, żebym naprawdę zaliczała się do kujonów. Jedyne dlaczego miałam dobre oceny to dlatego, że w przeciwieństwie do innych uważałam  na lekcji i wszystko zapamiętywałam. Chciałam uciec to tamtych czasów kiedy niczym się nie martwiłam. No, prawie. Martwi mnie ta bójka Bryana i Liama. Nie lubię jak ktoś z moich bliskich się kłóci. Mam nadzieję, ze to si szybko wyjaśni, pogodzą się i będzie jak dawnej.
- Kurwa!- Mruknął pod nosem Zayn. Spojrzałam na niego poirytowana.
- Co znowu?- zapytałam.
- Nie wziąłem jej numeru.- oświadczył jakby nie miał innych zmartwień, na przykład jak zamierza zaliczyć matematykę. Przewróciłam oczami.
- Tak mi przykro.- Rzuciłam mu sarkastycznie.


________________________________
Powracam...
Wiem, wiem bardzooooo długo mnie nie było! Nie potrafię znaleźć wolnej chwili a po za tym brak weny :c Rozdział wyszedł niezbyt zadowalający ale cóż chciałam w końcu coś dodać.
Dziękuje wszystkim osobą które piszą do mnie wszystkim osobą które piszą do mnie wiadomości dzięki wam wiem że mam po co tu pisać... :3
xoxo

Nie możesz dodać komentarza.